Crawl budget w 2026: przewodnik techniczny dla e-commerce

Większość tekstów o crawl budgecie w polskim internecie opisuje go tak, jakbyśmy mieli rok 2017: „to liczba podstron, które Google zdąży zaindeksować”. Jeden z artykułów w top10 na frazę „crawl budget” ma wprost w tytule obietnicę „zwiększ crawl budget i zdobywaj wyższe pozycje”. To dwa błędy naraz – i oba Google dementuje w swojej dokumentacji.

W 2026 roku sensowna rozmowa o budżecie indeksowania zaczyna się od jednego zdania Gary’ego Illyesa z Google (Search Off the Record, 2025):

„It’s not crawling that is eating up the resources; it’s indexing and potentially serving or what you are doing with the data – that’s what’s expensive and resource-intensive.”

Innymi słowy: wąskim gardłem nie jest liczba URL-i, tylko wydajność serwera i to, ile z tego, co Google indeksuje, jest realnie warte indeksowania. A w sklepach internetowych, według danych Google z końca 2025 roku, 75% zgłaszanych problemów z nadmiernym indeksowaniem bierze się z dwóch rzeczy: nawigacji fasetowej (50%) i parametrów akcji w URL (25%).

Ten artykuł jest o tym, jak to naprawdę działa, jak zdiagnozować, czy to w ogóle Twój problem, i co z tym zrobić w e-commerce. Nie jest dla każdego – i to napiszę wprost, zamiast straszyć crawl budgetem właściciela sklepu z 300 produktami.

Czym naprawdę jest crawl budget (definicja z 2017 już nie wystarcza)

Crawl budget to zbiór URL-i, które Google może i chce zaindeksować. Google w oficjalnej dokumentacji (developers.google.com/crawling/docs/crawl-budget) rozkłada go na dwa składniki:

  • Crawl capacity limit (limit wydajności) – maksymalna liczba równoległych połączeń, których Googlebot używa do crawlowania, plus opóźnienie między żądaniami. Rośnie, gdy serwer odpowiada szybko i bez błędów; spada, gdy zwalnia albo sypie kodami 5xx. Jak ujął to Google: „Google ma dużo maszyn, ale nie nieskończenie wiele”.
  • Crawl demand (popyt na indeksowanie) – jak bardzo Google chce crawlować dany serwis. Napędzają go: postrzegany zasób (perceived inventory), popularność URL-i w internecie oraz „świeżość” (jak często treść realnie się zmienia).

Ważne rozróżnienie, które umyka: „site” w tej definicji to hostname. www.example.com i sklep.example.com mają osobne budżety. Zasoby JS/CSS ładowane z innego hosta zjadają budżet TEGO hosta, nie Twojego.

Co się zmieniło między 2017 a 2026

Sam mechanizm (capacity + demand) jest ten sam od artykułu „What Crawl Budget Means for Googlebot” z 2017 roku. Zmienił się ciężar. Przez lata 2024-2026 Google przesunął cały akcent na obciążenie serwera i koszt wygenerowania odpowiedzi:

  • W serii „Crawling December” (2024) Google dopisał dokumentację cache’owania HTTP i poprosił wprost o włączanie ETag/Last-Modified oraz odpowiedzi 304 (Not Modified). Powód: odpowiedź 304 bez ciała nie generuje kosztu po stronie serwera i pozwala Googlebotowi crawlować więcej. Illyes podał, że odsetek cache’owalnych fetchy spadł przez dekadę z 0,026% do 0,017% – czyli robimy to coraz gorzej.
  • Illyes (2025) postawił sprawę jeszcze ostrzej: to kosztowne zapytania do bazy danych, nie sama liczba URL-i, ograniczają crawl. Jego przykład: serwis z 500 tys. podstron robiący drogie zapytania SQL może mieć większy problem z crawlem niż serwis z 2 mln podstron serwujący statyczny, zcache’owany HTML.
  • Próg „1 mln podstron” pozostał niezmieniony od 2020. Zmieniło się to, że rozmiar strony przestał być głównym kryterium – jest nim wydajność.

Trzecia rzecz, którą Google nazywa „czynnikiem, na który masz największy pozytywny wpływ”, to perceived inventory:

„Bez wskazówek z Twojej strony Google próbuje crawlować wszystkie URL-e, o których wie. Jeśli wiele z nich to duplikaty (…), marnuje mnóstwo czasu Google na crawlowanie.”

To jest sedno całej optymalizacji e-commerce, do którego wrócę w sekcji o sklepach: nie chodzi o to, żeby Google crawlował więcej, tylko żeby przestał marnować budżet na śmieci.

Czy crawl budget to w ogóle Twój problem?

Zanim cokolwiek zoptymalizujesz – sprawdź, czy masz co optymalizować. To pytanie, którego polskie poradniki zwykle nie zadają, bo trudno sprzedać usługę komuś, komu powiesz „nie martw się tym”.

Google w dokumentacji podaje, że przewodnik o crawl budgecie jest przeznaczony przede wszystkim dla:

  • dużych serwisów (1 mln+ unikalnych podstron) z treścią zmieniającą się mniej więcej raz w tygodniu,
  • średnich i większych serwisów (10 tys.+ podstron) z treścią zmieniającą się bardzo szybko (codziennie),
  • serwisów, w których duża część URL-i ma w Search Console status „Discovered – currently not indexed” („Wykryta – obecnie niezaindeksowana”).

I dodaje wprost: „Jeśli Twój serwis nie ma dużej liczby szybko zmieniających się podstron albo Twoje strony są indeksowane tego samego dnia, którego je publikujesz – nie musisz czytać tego przewodnika.” Raport Statystyki indeksowania Google opatruje uwagą: „Jeśli masz mniej niż tysiąc podstron, ten raport nie jest Ci potrzebny.”

Nazwiska w Google mówią to samo. John Mueller:
„Moim zdaniem crawl budget jest przeceniany. Większość stron nigdy nie musi się tym przejmować.” Illyes:
„ponad 90% stron w internecie nie musi się tym martwić”.

Prosty test: czy to Twój problem

Zadaj sobie trzy pytania po kolei:

  1. Czy serwis ma realnie ponad ~10 tys. wartościowych URL-i (albo 1 mln+ przy wolnej rotacji treści)? Jeśli nie – to prawie na pewno nie crawl budget. Szukaj przyczyny gdzie indziej (jakość, linkowanie, duplikacja).
  2. Czy nowe strony indeksują się tego samego dnia, którego je publikujesz? Jeśli tak – budżet Ci wystarcza, temat zamknięty.
  3. Czy w GSC rośnie pula „Discovered – currently not indexed” mimo dobrego linkowania wewnętrznego i obecności w sitemapie? Dopiero tu zaczyna się realna diagnostyka.

Jeżeli odpadłeś na 1 lub 2 – zamknij ten artykuł i zajmij się treścią. Jeśli doszedłeś do 3 – czytaj dalej, bo teraz trzeba odróżnić prawdziwy problem od udawanego.

Diagnoza: jak odróżnić realny crawl budget od udawanego

Najczęstszy błąd w diagnostyce to pomylenie dwóch zupełnie różnych statusów z Search Console. Wyglądają podobnie, a znaczą co innego i wymagają innego leczenia.

„Crawled – currently not indexed” (Zindeksowana, obecnie niezaindeksowana) to zwykle problem jakości lub duplikacji, nie budżetu. Google URL crawlnął, ale zdecydował go nie indeksować. Illyes (SERP Conf 2024): „eliminacja duplikatów to jedna z tych rzeczy (…) istnieje już wersja tego albo bardzo podobna. I ogólna jakość serwisu potrafi mieć duże znaczenie.” Zwiększanie crawl budgetu nic tu nie da.

„Discovered – currently not indexed” (Wykryta, obecnie niezaindeksowana) to sytuacja, w której Google zna URL, ale go jeszcze nie crawlnął. Przy dużej skali, wolnym serwerze albo słabym hostingu to bywa realny sygnał ograniczenia budżetu.

Reguła interpretacyjna:

  • Crawlowane, ale nieindeksowane → problem jakości/duplikacji. Nie budżet.
  • Wykryte, nigdy nie crawlowane mimo dobrych linków i sitemapy → prawdopodobnie budżet/obciążenie hosta.

GSC Crawl Stats – co konkretnie czytać

Raport jest w Ustawieniach (tylko dla properties na poziomie domeny), obejmuje 90 dni i – jak zaznacza Google – jest „dla zaawansowanych”. Na co patrzeć:

  • Total crawl requests – spadek przy jednoczesnym dodawaniu treści to sygnał ostrzegawczy. Nagły spadek często oznacza świeżą, zbyt szeroką regułę w robots.txt albo wolny serwer.
  • Average response time – im niżej, tym lepiej. Wolne odpowiedzi obniżają crawl capacity.
  • Host status – gdy liczba żądań przebija czerwoną linię limitu, wejdź w URL-e, które padają. Status „Hostload exceeded” w URL Inspection oznacza wprost: Googlebot nie daje rady crawlować tylu URL-i, ile wykrył.
  • By response – dużo 4xx/5xx albo dominacja odpowiedzi 200, które nie są HTML-em (pliki, śmieci parametrowe), to kłopot.
  • By purpose (Discovery vs Refresh) – to jeden z najlepszych sygnałów. Jeśli Google przepala budżet na Refresh śmieciowych URL-i parametrowych, zamiast na Discovery Twoich nowych, ważnych stron – masz zdiagnozowane, gdzie ucieka budżet.

Uwaga techniczna: w tym raporcie dane NIE są przypisywane do kanonicznych (inaczej niż w pozostałych raportach). Każdy skok w łańcuchu przekierowań liczy się osobno.

Logi serwera to jedyny ostateczny dowód

GSC pokazuje agregaty. Prawdę pokazują logi. Dopiero zestawienie „co crawler wykrył” z „na co Googlebot realnie wydaje żądania” rozstrzyga sprawę. Powtarzalny obraz z praktyki: crawler znajduje setki tysięcy URL-i, a logi pokazują, że Googlebot większość żądań przepala na małym rdzeniu plus jednym klastrze śmieci generowanym przez parametry.

Narzędzia: Screaming Frog Log File Analyser, stack ELK/Elastic, Botify, OnCrawl/Lumar, JetOctopus. Przy okazji: Screaming Froga można puścić z user-agentem GPTBota albo PerplexityBota i zobaczyć, co realnie widzą crawlery AI (do tego wrócę).

Crawl budget kontra „render budget”

Przy serwisach opartych na JavaScript pojawia się drugie wąskie gardło. Google indeksuje JS w dwóch falach: najpierw pobiera i parsuje HTML, potem – w osobnej, kolejkowanej fazie – renderuje stronę w Web Rendering Service (WRS). To renderowanie potrafi się opóźnić od minut do tygodni.

Trzy rzeczy warto wiedzieć:

  • Renderowanie zjada budżet hosta. 
    Żeby wyrenderować stronę, WRS musi pobrać osadzone pliki JS/CSS/XHR – a każde takie pobranie liczy się do budżetu tego hosta. Mueller potwierdza: intensywne renderowanie może realnie ograniczać crawl budget. Lekarstwo: mniej zasobów, SSR/SSG. WRS cache’uje zasoby do 30 dni, właśnie po to, żeby chronić budżet.
  • Googlebot pobiera maksymalnie pierwsze 2 MB każdego URL-a.
    Google doprecyzował to w dokumentacji na przełomie lutego i marca 2026 (post „Inside Googlebot”): Googlebot pobiera pierwsze 2 MB dowolnego zasobu, wliczając nagłówek HTTP (dla PDF – 64 MB; dla crawlerów bez zadeklarowanego limitu domyślnie 15 MB). Jeśli plik HTML jest większy, Googlebot go nie odrzuca – ucina pobieranie dokładnie na progu 2 MB, a bajty powyżej ignoruje w całości, przekazując pobrany fragment do indeksowania i WRS tak, jakby to był kompletny plik. Każdy zasób ma własny, osobny licznik bajtów. Google podkreśla, że to doprecyzowanie dokumentacji, nie zmiana zachowania (Mueller: „nic z tego się ostatnio nie zmieniło – chcieliśmy to tylko dokładniej udokumentować”) – mimo że część mediów opisała to błędnie jako „obcięcie limitu z 15 MB do 2 MB”. 
    Praktyczny wniosek dla e-commerce: mediana strony mobilnej to już ~2,5 MB (HTTP Archive 2025), więc ciężka karta produktu potrafi wypchnąć <title>link kanoniczny i dane strukturalne (JSON-LD) poza próg 2 MB – a wtedy Google ich nie zobaczy. Krytyczne elementy sekcji <head> trzymaj na początku dokumentu.
  • „Render budget” i próg „5 MB / 5 s” to terminy środowiskowe, nie Google.
    Sama koncepcja „render budget” oraz krążący próg „5 MB / 5 sekund” na abort renderowania to inferencje społeczności, nie potwierdzone przez Google liczby – i nie myl ich z oficjalnym limitem 2 MB na pobranie z punktu wyżej. Warto znać, ale nie sprzedawaj jako pewnika – to zresztą jedna z rzeczy, które odróżniają rzetelną diagnozę od agencyjnej ściemy.

Więcej o tej warstwie w moim empirycznym badaniu wzorców JavaScript w erze botów LLM.

E-commerce: gdzie realnie ucieka budżet (75% to dwie rzeczy)

Tu robi się konkretnie. Illyes w podsumowaniu problemów crawlowych zgłaszanych Google (Search Off the Record, raport końcowy 2025, wyemitowany na początku 2026) podał rozkład:

Źródło problemuUdział
Nawigacja fasetowa (filtry)50%
Parametry akcji (np. ?add_to_cart=)25%
Parametry nieistotne (sesje, UTM)10%
Wtyczki/widżety5%
„Dziwne rzeczy” (np. podwójnie zakodowane URL-e)2%

Trzy czwarte problemu to filtry i parametry akcji. I – co kluczowe – Illyes zwraca uwagę na pułapkę: „Gdy Google wykryje zbiór URL-i, nie może zdecydować, czy ta przestrzeń jest dobra, dopóki nie crawlnie sporego jej kawałka”. Zanim to zrobi, serwis może być już scrawlowany na śmierć.

Nawigacja fasetowa – najczęstsze źródło overcrawlu

Każda kombinacja filtrów to zwykle osobny URL. Kolor x rozmiar x marka x sortowanie x cena = praktycznie nieskończona liczba URL-i z ograniczonej liczby produktów. Google dzieli poradę na dwa przypadki:

Jeśli NIE potrzebujesz indeksowania URL-i filtrowanych (najczęstszy przypadek): zablokuj je w robots.txt. Google mówi wprost – „często nie ma dobrego powodu, żeby pozwalać na crawlowanie filtrowanych elementów”. Pozwól crawlować pojedyncze karty produktu i jedną dedykowaną stronę listingu bez filtrów.

Jeśli filtry MAJĄ być indeksowane (np. „buty do biegania męskie” jako realne zapytanie):

  • używaj standardowego separatora & (nie przecinków, średników, nawiasów – Illyes: „???? to nie jest dobry znak separatora parametru”),
  • trzymaj stałą kolejność filtrów w URL i blokuj duplikaty filtrów,
  • dla kombinacji bez wyników zwracaj 404, nie przekierowanie do generycznej strony „nie znaleziono”,
  • konsoliduj warianty linkiem kanonicznym (działa wolno),
  • pamiętaj, że rel="nofollow" na linkach filtrów nie blokuje crawlowania – blokuje je tylko disallow w robots.txt, i to pod warunkiem, że nofollow jest na KAŻDYM linku, wewnętrznym i zewnętrznym.

Parametry akcji – drugie 25%

To parametry, które wyzwalają akcję zamiast zmieniać treść: ?add_to_cart=true?add_to_wishlist=true. Google zgłosił kiedyś wręcz błąd przeciwko WooCommerce o parametry dodawania do koszyka – i WooCommerce to naprawił. Jeśli Twój sklep generuje crawlowalne linki akcji, blokujesz je w robots.txt. Szerzej o obsłudze parametrów w kompletnym przewodniku po parametrach w URL.

Reszta pułapek e-commerce

  • Warianty produktu – kanoniczny odsyłający do głównego URL produktu; w sitemapie tylko kanoniczne.
  • Out-of-stock – kategoria pusta na stałe → 404; produkt chwilowo niedostępny → zostaw stronę; produkt zniknął na dobre → 404/410.
  • Paginacja – rel="next"/"prev" Google już nie obsługuje (wycofane). Używaj crawlowalnych linków <a href> do kolejnych stron, spójnego ?page= i self-canonical na każdej stronie paginacji.
  • Linki wewnętrzne muszą być realnymi <a href>. Googlebot może nie wykryć nawigacji opartej wyłącznie na JavaScript (onClick). To brzmi banalnie, a wywala indeksację całych kategorii w headless commerce.
  • Identyfikatory sesji i nieskończone przestrzenie – URL-e ze zmiennym timestampem albo session ID sprawiają, że Google „myśli, że masz nieskończoną liczbę stron”.

Case: kiedy optymalizacja nie wystarcza – trzeba zmienić architekturę

Teoria teorią, ale najlepiej to widać na liczbach. Zrobiłem migrację serwisu z ~20 tys. podstron z WordPressa na Nuxt + Vercel. Stan wyjściowy był podręcznikowym przykładem problemu, który Illyes opisuje słowami „to nie crawl, to serwer”:

  • Serwer zwracał 200 OK, ale logi pokazywały błędy 499 (Client Closed Request). Googlebot wysyłał żądanie, PHP mielił odpowiedź 1500-2000 ms, a bot zrywał połączenie, zanim ją dostał.
  • TTFB dla Googlebota: ~850-1200 ms. Przy tysiącach podstron to zabójstwo crawl capacity.
  • Efekt: z ~20 tys. podstron zaindeksowana było tylko około 1 tys.

Nie było tu żadnego „sztuczki na crawl budget” do zrobienia. Problemem była architektura – generowanie każdej strony na żądanie przez PHP + bazę. Rozwiązanie: SSG dla artykułów (statyczny HTML), SSR tam, gdzie potrzebna logika, ISR dla dynamiki. Po migracji:

  • TTFB spadł do ~150 ms, każdy adres serwuje się w kilkadziesiąt milisekund niezależnie od wieku treści,
  • błędy 499 zniknęły (0),
  • crawl requests wzrosły około dwukrotnie,
  • indeksacja odblokowała się do ~16 tys. podstron w ciągu tygodnia, a czas indeksacji nowych stron radykalnie się skrócił.
  • efekt biznesowy: to ~20% wzrost kliknięć i wielokrotny wzrost wyświetleń

Wniosek, który powtarzam klientom: optymalizacja ma swoje granice. Czasem trzeba zmienić architekturę. Crawl budget to często nie jest problem SEO do rozwiązania dyrektywami – to problem inżynierii serwera.

Ten sam wzorzec widzę teraz na żywym projekcie migracyjnym dużego sklepu e-commerce (szczegóły objęte NDA), gdzie filtry generują rzędy wielkości więcej URL-i niż jest realnych produktów. Tam kolejność jest odwrotna niż w typowym poradniku: najpierw odcinamy przestrzeń faset i parametrów akcji, żeby Google w ogóle dotarł do kart produktu, dopiero potem walczymy o świeżość.

Optymalizacja: kolejność działań i najdroższy błąd

Kolejność ma znaczenie, bo większość ludzi zaczyna od końca (bawi się dyrektywami), zamiast od początku (naprawia serwer).

  1. Najpierw zdrowie hosta i szybkość serwera. Szybkie, bezbłędne odpowiedzi podnoszą crawl capacity. Optymalizuj zapytania do bazy, włącz cache (ETag/Last-Modified/304), dołóż CDN, obetnij TTFB. To akcent lat 2024-2026 i – jak w case wyżej – często jedyne, co realnie zmienia liczby.
  2. Potem tnij perceived inventory (te 75% z faset i parametrów akcji). Konsoliduj duplikaty, blokuj bezużyteczne przestrzenie URL w robots.txt, zwracaj 404/410 dla trwale usuniętych stron.
  3. Dopiero potem jakość i linkowanie wewnętrzne. Wartość i unikalność treści, płytka głębokość kliknięć, realne linki <a href>.
  4. Na końcu higiena sitemapy – tylko kanoniczne URL-e, poprawny <lastmod>. Więcej w przewodniku o sitemapie XML.

robots.txt kontra noindex kontra canonical

To, co ludzie mylą najczęściej. Każde z tych narzędzi robi co innego:

NarzędzieCo robiCzego NIE robi
robots.txt disallowJedyny sposób, żeby realnie zablokować CRAWLOWANIE. URL-e zablokowane nie obciążają budżetu.Nie usuwa z indeksu (URL może zostać jako „goły” wpis z linków zewnętrznych)
noindexUsuwa stronę z INDEKSUNie oszczędza budżetu – Google musi stronę crawlnąć, żeby zobaczyć noindex
canonicalKonsoliduje sygnały indeksowania do wersji głównejNie blokuje crawlowania

Najdroższy błąd eksperta: robots.txt + noindex naraz

To najczęstsza kosztowna pomyłka, jaką widzę. Jeśli chcesz usunąć stronę z indeksu, ale jednocześnie zablokujesz ją w robots.txt – Google nie może jej crawlować, więc nigdy nie zobaczy dyrektywy noindex. Strona zostaje w indeksie (często jako goły URL), a Ty jesteś przekonany, że ją usunąłeś.

Reguła, którą warto wykuć na blachę:

  • Chcesz usunąć z indeksu → pozwól crawlować + noindex. Bez blokady w robots.txt.
  • Chcesz zatrzymać crawlowanie bezużytecznej przestrzeni → robots.txt disallow. Bez noindexu.

Nie stosuj obu naraz na tym samym URL. To nie jest „podwójne zabezpieczenie”, to wzajemne wykluczenie.

Rzeczy, o które pytają, a których się nie robi

  • URL Parameters tool w GSC nie istnieje.
    Google wycofał je 26 kwietnia 2022 (uzasadnienie: tylko ~1% konfiguracji było przydatne). Jeśli ktoś odsyła Cię do tego narzędzia – pracuje na wiedzy sprzed lat. Obsługę parametrów robisz dziś przez robots.txt i lepszą strukturę URL w CMS.
  • crawl-delay w robots.txt Googlebot ignoruje. 
    „Niestandardowa reguła crawl-delay nie jest przetwarzana przez crawlery Google” (Bing i Yandex ją respektują). Żeby spowolnić Googlebota, użyj limitowania w GSC albo zwracaj 503/429.
  • Kody 4xx nie marnują budżetu (z wyjątkiem 429).
    404/410 to mocny sygnał „nie crawluj tego znowu”. URL zablokowany w robots.txt zostaje w kolejce znacznie dłużej.
  • noindex nie oszczędza budżetu w krótkim terminie – dopiero długofalowo, usuwając URL z indeksu, przekierowuje uwagę crawlera gdzie indziej.

Crawl budget a boty AI w 2026

To temat, w którym poradniki albo panikują, albo milczą – a odpowiedź jest niuansowa. Mówiłem o tym już w kontekście „budżet jest dzielony między wszystkie boty”, ale 2026 dokłada do tego crawlery modeli językowych.

Fakt pierwszy: crawlery AI (GPTBot, ClaudeBot, PerplexityBot, Bytespider i reszta) NIE zjadają crawl budgetu Googlebota. To osobne systemy.

Fakt drugi: ale zjadają realną wydajność Twojego serwera. A ponieważ crawl capacity Googlebota SPADA, gdy serwer zwalnia albo sypie błędami, ciężka nawała botów AI może pośrednio zdławić Googlebota. To nie teoria – w case migracji wyżej widziałem to na logach: gdy PHP dławiło się przy Googlebocie, GPTBot i ClaudeBot dostawały dokładnie te same błędy 499. Wąskim gardłem był serwer, a dla serwera wszystkie boty to jedno obciążenie.

Skala robi się poważna. Dane Cloudflare (2025):

  • boty przegoniły ludzi – 57,5% ruchu HTML jest zautomatyzowane,
  • crawlery AI to ~20% ruchu zweryfikowanych botów; udział GPTBota urósł z 4,7% (lipiec 2024) do 11,7% (lipiec 2025),
  • ponad 50% ruchu crawlerów AI to ponowne pobieranie niezmienionych stron – czysty narzut, który obcięłoby cache’owanie HTTP i odpowiedzi 304,
  • dysproporcja crawl-do-referral jest ogromna: Google przysyła jeden klik na ~14 pobrań, OpenAI na ~1700, Anthropic na ~73 000. Crawlery AI biorą znacznie więcej, niż oddają.

Jak tym zarządzać

  • robots.txt per user-agent – wylistuj konkretne tokeny (GPTBot, ClaudeBot, CCBot, Google-Extended, Bytespider). Działa tylko dla botów, które go respektują.
  • WAF / Cloudflare – Cloudflare od lipca 2025 domyślnie blokuje crawlery AI na nowych domenach i oferuje kontrolę wg celu (Search / Agent / Training) na wszystkich planach. To realne narzędzie, bo egzekwuje blokadę niezależnie od dobrej woli bota (Cloudflare udokumentował, że Perplexity potrafił omijać robots.txt podszywając się pod przeglądarkę).
  • Strategia: blokuj boty treningowe, przepuszczaj wyszukiwawcze. GPTBot (trening) blokujesz, OAI-SearchBot (wyszukiwarka, przysyła ruch) przepuszczasz. Analogicznie ClaudeBot vs boty odpowiadające na zapytania użytkownika. Blokujesz darmowe zbieranie danych treningowych, zachowując widoczność w wyszukiwaniu AI.

Jedno wykluczenie: Google-Extended to nie osobny crawler. To token opt-out z treningu AI. Googlebot dwoi się do Search i do funkcji AI (AI Overviews, Gemini), więc blokada Google-Extended NIE usuwa Cię z wyszukiwarki.

llms.txt – nie sprzedawaj tego jako dźwigni

Skoro o botach AI: Google nie używa llms.txt. Illyes (Search Central Live, lipiec 2025) powiedział wprost, że Google tego nie wspiera i nie planuje. Mueller porównał to do „zdyskredytowanego meta tagu keywords” – samodeklarowanego, łatwego do oszukania sygnału. Gdy llms.txt pojawił się na chwilę w dokumentacji Google (grudzień 2025), Mueller wyjaśnił, że to nie było poparcie, i plik usunięto. Duże badania na logach (setki tysięcy domen) nie znalazły korelacji llms.txt z cytowaniami w AI. Ma wąskie zastosowanie dla asystentów kodowania czytających dokumentację – nie jako dźwignia crawl budgetu ani rankingu.

Mity, które wciąż powtarzają „eksperci”

Google ma osobną stronę „Myths and facts about crawling” (developers.google.com/crawling/docs/myths-about-crawling). Warto przez nią przejść, bo połowa polskich poradników sprzedaje te mity jako porady.

  • „Crawl budget to czynnik rankingowy.” 
    FAŁSZ, i to najgroźniejszy. Google: „Poprawa tempa crawlowania niekoniecznie prowadzi do lepszych pozycji. (…) crawlowanie jest konieczne, żeby strona była w wynikach, ale nie jest sygnałem rankingowym.” Artykuł z top10, który obiecuje „zwiększ crawl budget i zdobywaj wyższe pozycje”, sprzedaje dokładnie ten mit.
  • „Sitemapa (albo jej kompresja) zwiększa budżet.” 
    FAŁSZ. „Spakowane sitemapy i tak trzeba pobrać z serwera, więc nie oszczędzasz czasu crawlowania.” Sitemapa pomaga w discovery, nie w budżecie.
  • „crawl-delay działa dla Google.” 
    FAŁSZ (patrz wyżej).
  • „noindex oszczędza budżet.” 
    W większości FAŁSZ – Google musi crawlnąć stronę, żeby zobaczyć noindex.
  • „Szybszy serwis = zawsze więcej crawlowania.” 
    CZĘŚCIOWO. Szybszy serwer pozwala crawlować więcej, ale Google i tak poświęci więcej czasu serwisowi z ważniejszą treścią, nawet jeśli wolniejszemu. Przyspieszenie słabych jakościowo stron nie kupi więcej crawlowania.
  • „Małe serwisy są crawlowane rzadziej.” 
    FAŁSZ. „Jeśli serwis ma ważną treść, która często się zmienia, crawlujemy go często – niezależnie od rozmiaru.”
  • „Google woli świeższą treść, więc podkręcaj daty.”
    FAŁSZ. Treść jest oceniana wg jakości, nie wieku; sztuczne odświeżanie dat nie daje wartości.
  • „Usunięcie z sitemapy zatrzymuje crawlowanie.” 
    FAŁSZ. Google nie zapomni znanych URL-i. Chcesz zatrzymać – 404/410 albo robots.txt.

Wspólny mianownik tych mitów to mylenie crawlowania z indeksowaniem i indeksowania z rankingiem. To trzy różne rzeczy, na trzech różnych etapach – i większość „porad o crawl budgecie” ślizga się między nimi, nie zauważając różnicy.

Podsumowanie: architektura, nie sztuczki

Crawl budget w 2026 sprowadza się do trzech zdań:

  1. Dla ponad 90% stron to nie jest problem. Jeśli masz mniej niż ~10 tys. wartościowych URL-i i indeksujesz się tego samego dnia – zajmij się treścią.
  2. Jeśli to jest Twój problem, prawie zawsze siedzi w serwerze albo w perceived inventory – wolne odpowiedzi, drogie zapytania do bazy, i 75% śmieci z faset i parametrów akcji w e-commerce. Nie w dyrektywach.
  3. Największe efekty daje inżynieria, nie SEO-sztuczki – szybki serwer, cache, odcięcie nieskończonych przestrzeni URL, a czasem zmiana architektury renderowania.

Jeśli podejrzewasz, że w Twoim sklepie Google przepala budżet na filtry i parametry, zamiast docierać do kart produktu – to jest dokładnie ten typ problemu, który diagnozuję w audycie technicznym SEO: logi serwera, GSC Crawl Stats, mapa przestrzeni URL i konkretna lista, co zablokować, co skonsolidować, a co przepisać architektonicznie.


Źródła pierwotne: dokumentacja Google (developers.google.com/crawling), seria „Crawling December” 2024, „Inside Googlebot” 2026, wypowiedzi Gary’ego Illyesa i Johna Muellera (Search Off the Record, Search Central Live), dane Cloudflare Radar 2025. Twierdzenia oznaczone w tekście jako środowiskowe (np. „render budget”, próg „5 MB / 5 s”) nie są oficjalnym stanowiskiem Google.

Podobne wpisy